Press "Enter" to skip to content

Gapowaty mąż i siatka na krety

Ola Bednarz 0

Mój mąż beze mnie by zginął. Tak, to szczera prawda, bo sam nie umie sobie nawet odgrzać jedzenia w mikrofalówce. Zazwyczaj robię wszystko sama, i go wyręczam, a gdy coś od niego chcę, muszę wskazywać mu palcem, i pilnować, czy aby nic nie robi źle.

Siatka na krety i pomylone zakupy

siatka na kretyNa szczęście nie we wszystkim jest taki zły, no ale niektóre rzeczy czasami denerwują. Pamiętam jak wysłałam go ostatnio do sklepu. Chciałam, żeby wybrał się po coś takiego jak siatka cieniująca, bo świeci nam słońce popołudniami, aż do wieczora. Nie wiedziałam, że jak napiszę mu na kartce, co, i ile dokładnie ma kupić, to też sobie nie poradzi. Zgubił karteczkę, i moim oczom ukazała się tania siatka na krety, i byłam w ciężkim szoku. Jakim cudem wziął nam coś takiego? Już od progu, jak wrócił, widziałam, że coś jest nie tak, bo siatka do pakowania była przepełniona po brzegi, i wystawało z niej coś dziwnego. Same problemy z nim. Miałam swoje rzeczy do roboty, a tu musiałam jeszcze jechać osobiście, zwracać zły towar, i kupić nowy. Mąż chyba się przejął faktem, że mnie rozzłościł swoim rozkojarzeniem. Przygotował nam wytrawną kolację, by chociaż trochę poprawić mi humor. Była pasta jajeczna, makaron z sosem, i tosty. Czyli mój niezbędnik, jeśli chodzi o dobrą kolację. Nie obyło się też bez wina, którego mamy w domu w nadmiarze.

Cały barek różnych, słodkich, półsłodkich, zawsze musi być, bo nigdy nie wiadomo, kiedy ktoś nas odwiedzi. Tym faktem trochę poprawił mi nastrój, muszę przyznać. Taka kolacja przy świecach odgoniła moje myśli od zdenerwowania.